I tak moja wersja (znacznie szybsza i prostsza): polega na malowaniu jajka suchą świeczką, a potem farbowaniu, Tomkowa wersja natomiast (znacznie bardziej skomplikowana, zakrawająca wręcz na dłubaninę) polega na rozgrzaniu steryny i nakładaniu jej szpilką (!) na skorupkę, co oczywiście jest bardziej pracochłonne, ale ma to też swoje zalety, bo dzięki temu można wykonać bardziej precyzyjne i szczegółowe wzory.
Rezultat poniżej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz